środa, 22 lutego 2012

Rozdział: 15 ♥

June była już w domu, zmęczona całą sytuacją rzuciła się za łóżko i zasnęła. Gdy się obudziła i spojrzała na budzik przeraziła się, było już po 10. Dziewczyna szybko zarzuciła na siebie ulubione, czarne spodnie i dżinsową kurtkę, związała włosy, po czym wsiadła do samochodu i pojechała do szkoły. Miała nadzieję, że spotka tam swojego przyjaciela, i znowu spróbuje się wytłumaczyć, lecz niestety, dziewczyna wbiegła do sali i ujrzała tylko pustą ławkę.
- Panna June, jak miło że pani przyszła. Trzecie spóźnienie w tym tygodniu – powiedział wykładowca.
- Przepraszam Pana bardzo, ale zaspałam. Naprawdę, bardzo mi przykro, odpiszę zaległe lekcje.
- No mam taką nadzieję, a teraz możesz wyjść z klasy. Nie ma sensu, żebyś przez ostatnie 10 minut lekcji siedziała i patrzyła na tablicę nic nie rozumiejąc, nie będę drugi raz tłumaczył tylko dla Ciebie. Czyli mam rozumieć, że to spóźnienie było ostatni raz, i już nigdy się nie powtórzy, tak ?
- Dokładnie, jeszcze raz bardzo przepraszam.
- Dobrze, a więc odpuszczę Ci kozę, a teraz żegnam, chcę dalej kontynuować lekcję.
Dziewczyna wyszła z sali i poszła do szafki. Zostawiła w niej książki, i spojrzała w lusterko. Wyglądała okropnie, więc wyciągnęła kosmetyki, i pomalowała się, a potem poczesała włosy i związała w warkocza. Teraz chciała tylko zobaczyć swoją przyjaciółkę, i dowiedzieć się co się zmieniło po wczorajszej nocy, po imprezie. Dziewczyny nie było w szkole, więc June postanowiła do niej zadzwonić, i sprawdzić jak się czuje.
- No cześć Kate – powiedziała do telefonu
- Cześć, cześć. Tak bardzo Cię przepraszam za wczoraj, ale się nie kontrolowałam, byłam kompletnie zalana – odpowiedziała jej przyjaciółka, zmęczonym głosem
- Przecież rozumiem, nie przejmuj się. Lepiej mów jak tam Tom.
- A jak? Sama nie wiem, nie ważne, opowiem Ci jak się spotkamy. A ty nie na zajęciach?
- Nie, bo się spóźniłam i mnie wywalił.
- Ojj June, June. A jak samopoczucie?
- Hmm, a jak myślisz? Dno… No ale trudno, przecież w końcu kiedyś przyjdzie do szkoły, nie?
- Kiedyś tak, ale nie prędko. June, zrozum że mu ciężko, na razie musicie odpocząć, nie widywać się.
- Taa, kiedyś..Dobra Kate, kończę. Potem przyjadę i przywiozę Ci coś, co wyleczy Ci kaca.
- Mmm.. Masz na myśli ptysie, z bitą śmietaną ?
- Yhym..
- O, super. Jesteś kochana.
- Wiem. No to do zobaczenia, kuruj się, pa – powiedziała i rozłączyła się. June poszła szybkim krokiem na szkolną stołówkę, bo nie chciała stać w kolejce. Wzięła na tackę frytki, truskawkowego szejka i usiadła przy stoliku na zewnątrz. Kiedy June wzięła pierwszy łyk zimnego napoju, rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Nagle zamiast ciszy, słychać było krzyki i przepychanki w kolejce po śniadanie. Po chwili do stolika June podeszła ta nowa dziewczyna z przeciwnej klasy- Holly Brown. Wydawała się być miła, ale nie miała znajomych.
- Mogę się przysiąść? – spytała
- No jasne, siadaj – odpowiedziała i obdarzyła ją lekkim uśmiechem June. Próbowała być miła, w końcu była nowa, i trochę zagubiona.
- A gdzie Twoi przyjaciele?
- Yyy.. Mają kaca po wczorajszej imprezie u Toma.
- Toma Millera?
- Tak właśnie.
- Jaki on jest? Podobno fajny, i w dodatku wolny.
- Już nie.-odpowiedziałam przegryzając frytkę
- Chodzisz z nim?
- Ja? Nie. Tylko moja przyjaciółka, a co? Podoba Ci się?
- Trochę. Hmm, a ty masz chłopaka?
- Mam.
- A no tak, widziałam was wczoraj. Jacob, tak ? Największe ciacho w całym liceum.
- Taa…
- Nie układa wam się coś chyba… Przynajmniej tak to widać.
- Naprawdę tak to wygląda? Niee, po prostu teraz jestem trochę, jakby to powiedzieć… Zagubiona? Ale nie ważne, nie pytaj o co chodzi.
- Nie zamierzałam…
- A Ciebie co ściągnęło do naszego słonecznego Chicago? Skąd w ogóle jesteś ?
- Małe miasteczko.. Forks.
- Coś słyszałam. Moja ciocia podobno stamtąd pochodzi.
- To nie znasz jej?
- Nie znam mojej rodziny. Kiedy miałam 3 latka porzucili mnie i moją siostrę. Nie wiem gdzie teraz są, tak naprawdę to w ogóle ich nie znam, mam tylko kilka starych zdjęć. Podobno matka już nie żyje…
- Przykro mi.. Hmm, a co z Twoją siostrą?
- Nie wiem… Pamiętam tylko, jak zabierała ją jakaś rodzina zastępcza.
- A ty? Co z Tobą?
- A ja wychowałam się w domu dziecka, aż do 17.
- Naprawdę? To nikt nie próbował Cię odnaleźć?
- No widzisz… Byłam niechcianym dzieckiem, aż do dziś- odpowiedziała ze łzami w oczach.

sobota, 11 lutego 2012

Rozdział:14 ♥

Kiedy June, wróciła do domu po nieudanym spotkaniu z Jake’m usiadła na łóżku i położyła głowę na poduszce, była załamana. Wszystko wydawało się takie szare, nie rzeczywiste, a jej myśli względem swojego przyjaciela były najgorsze. Gdy tak June leżała, i myślała nad tym co zrobiła, przerwał jej dzwonek do drzwi. Dziewczyna wstała i poszła je otworzyć, a w nich ukazała się Kate.
- No hej, mogę wejść?
- No jasne, właź- odpowiedziała, i zamknęła drzwi na zamek, opierając o nie głowę
- Ojj słońce, nie smuć się – powiedziała i przytuliła June
- Byłam u niego, nie chciał mnie widzieć
- Wiem, dzwonił…
- I co? Bardzo mnie nienawidzi?
- June.. On Cie kocha, tak bardzo Cię kocha.
- Myślałam, że się przyjaźnimy. Widocznie przyjaźń damsko-męska nie istnieje.
- No co ty mówisz? Przecież te wszystkie lata... Nie możecie ich tak zmarnować. Mimo, że jest zakochany, to jest także Twoim przyjacielem.
- Hmm, no nie wiem. Chyba już nie.
Dziewczyny weszły do kuchni, zaparzyły herbatę i wyszły na taras. Usiadły na huśtawce, i patrzyły na piękny widok morza i fal obijających się o ścianki skał. Nagle, miłe chwile zepsuł telefon.
- Kto to?- zapytała Kate
- Jacob. Nie chcę z nim teraz rozmawiać…
- No odbierz!
- Ale… No dobra, odbiorę… Halo, Jacob?
- No cześć. Ej słuchaj June, wystrój się, będę u Ciebie za 15 minut.
- Co? Nic nie słyszę, gdzie jesteś? Dlaczego tak głośno?
- Jestem na domówce u Toma. Super zabawa, zaraz po Ciebie przyjadę.
- Co? Nie… Nie mam nastroju.
- Ale bez gadania, do zobaczenia.
- Halo ?! Jake?
- Rozłączył się?- spytała Kate
- Taak. Chce mnie zabrać na jakąś imprezę, ale ja nie mam humoru, przecież wiesz-odpowiedziała jej przyjaciółka
- Ale dlaczego niby? Bardzo dobrze, że Cię zabiera, świetny chłopak. Poprawi Ci humor!
- No nie wiem…
Po 15 minutach przyjechał Jacob, wszedł od tyłu domu na taras, i był zaskoczony widząc jeszcze nie ubraną June.
- June! Dlaczego się nie przebrałaś? Przecież mówiłem, że już jadę-powiedział chłopak
- A nie mogę tak iść? Przeszkadza Ci to? –odpowiedziała dziewczyna
- No nie, ale tam każdy wygląda trochę inaczej.
- A naprawdę muszę iść?
- June, przestań. Nie marudź!- wtrąciła Kate
- Dokładnie ! Słuchaj przyjaciółki.. A tak w ogóle to cześć, miło mi Cię poznać, Jacob jestem-powiedział, i podał rękę dziewczynie
- Heej, mi też miło- odpowiedziała
- A może ty też chciałabyś z nami jechać ? Naprawdę zajebista impreza.
- Hmm, w sumie to nie zły pomysł, a mogę ? Przecież nie jestem zaproszona.
- Spoko, w końcu jestem najlepszym kumplem organizatora, a poza tym wiele ludzi bawi się nawet bez zaproszenia.
- Jeśli tak, to jadę, dzięki- powiedziała i uśmiechnęła się do nowopoznanego chłopaka.
- Super ! Wszystko świetnie, tylko może Kate, przebierzemy się? – powiedziała oburzona June
- Już idę!- krzyknęła przyjaciółka
Po 10 minutach dziewczyny były gotowe do wyjścia. Wszyscy wsiedli do ekskluzywnego samochodu Jacoba, i odjechali z piskiem opon. Kiedy dojechali na miejsce zobaczyli ogromny dom, a muzyka która z niego dobiegała, brzmiała bardzo głośno. Słychać było już ją od końca uliczki. Dziewczyny wysiadły z samochodu, i zaczęły się rozglądać.
- To co, wchodzimy?- spytał chłopak
- Yy, a nie możemy zostać na polu? Trochę źle się czuję – powiedziała June
- Coś nie tak? Junee…
- Nie, nie. Wszystko w porządku, tylko trochę kręci mi się w głowie. Ja tu zostanę, a wy idźcie.
- Na pewno?- spytała zniecierpliwiona przyjaciółka
- Tak, na pewno. Będę czekała z tyłu, przy basenie.
- No dobrze.. Pójdę tylko oprowadzić Kate i oczywiście poznać z Tomem, jeśli tyko nie jest pijany – powiedział Jacob i odszedł razem z Kate.
Dziewczyna siedziała już długo sama. Wokoło było pusto i robiło się coraz ciemniej. Świeciły tylko kolorowe lampki wiszące w ogrodzie, tuż nad jej głową, a muzyka dobiegająca z domu minimalnie ucichła. June cały czas miała w głowie Jake’a, patrzyła tylko na telefon, sprawdzając czy czasem nie ma nowych wiadomości. Miała nadzieję, że może jednak się odezwał, lecz niestety były to tylko złudzenia. Dziewczyna chciała wracać do domu, położyć się w łóżku, i zasnąć. Po chwili przyszedł jej chłopak.
- Już jestem, przepraszam że tak długo musiałaś czekać- powiedział i pocałował June mocno w usta.
- No przecież nic się nie stało. Lepiej tutaj, niż tam w środku.
- Coś się stało? Może jesteś chora, co? Przecież zawsze szalałaś na takich imprezkach, nigdy Cię nie mogło zabraknąć, a teraz? Taka nagła zmiana…
- Możliwe, że jestem chora, słabo mi i chyba mam gorączkę.
- Przyniosę Ci wody, zaczekaj- powiedział, i wstał z ławki, na której siedzieli.
- Nie, nie trzeba. Przepraszam, że psuję Ci zabawę, ale naprawdę nie mam ochoty. Mówiłam, że lepiej byłoby gdybym została w domu, nie musiałeś mnie tu ciągnąć, ale nie musisz się mną przejmować, idź tańczyć, pić.
- Nie, po co? Wolę posiedzieć tu z Tobą. A nie zimno, Ci kochanie?- złapał ją za rękę
- Trochę, ale to nie ważne. Idę po Kate, i wracamy do domu.
- Odwiozę was.
- Nie trzeba, wrócimy autobusem albo taksówką.
- Odwiozę… Ale chyba tylko Ciebie, bo nie wiem czy Kate będzie chciała wracać.
- No, a czego ma nie wracać?
- Bo bardzo dobrze się bawi… Z Tomem.
- Aha, fajnie. Szkoda, że nie pomyślała o mnie- powiedziała naburmuszona i wstała udając się w kierunki balkonu. Weszła do środka, i zobaczyła tłum bawiących się ludzi, bałagan, butelki z piwa i swoją przyjaciółkę, całującą się z Tomem.
- Kate! Kate! – krzyknęła June, lecz przyjaciółka nie zareagowała, więc June podeszła do pary, i zaczęła szarpać Kate za bluzkę.
- Ejj ? O co Ci chodzi?!- krzyknęła zdenerwowana Kate
- Ja wychodzę, idziesz ze mną?
Nie usłyszała odpowiedzi. Kate dalej zabawiała się ze swoim nowym znajomym, nie zważając na June. Zdenerwowana dziewczyna wybiegła z domu pełnego ludzi. Przystanęła przed samochodem Jacoba i wyjęła telefon ze swojej kieszeni.
- Nie dzwoń ! Odwiozę Cie – powiedział chłopak i otworzył drzwi pojazdu, swojej dziewczynie.

wtorek, 7 lutego 2012

Rozdział: 13 ♥

Po skończonej lekcji, Kate udała się do stołówki , natomiast June, poszła do szkolnej szafki, odłożyć książki. Podszedł do niej Jacob i zaczęli się całować, a wtedy przez korytarz, przechodził uśmiechnięty Jake. June nie zauważyła go i mocno przytuliła się do swojego chłopaka. Jake wstrząśnięty tym, co zobaczył odwrócił wzrok i poszedł na stołówkę, siadając przy stoliku obok Kate.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ? Chciałaś, żebym zrobił z siebie idiotę ? –powiedział zdenerwowanym głosem
- Ale co się stało? Uspokój się –odpowiedziała mu przyjaciółkę, gryząc kanapkę
-Nie udawaj już.. Powiedz mi, kiedy to się stało?
- Ale o co Ci chodzi, człowieku ?
- O June i tego debila Jacoba! Od kiedy są razem?
- O czym ty mówisz ? Przecież oni nie są razem-powiedziała, zmieszana
- Dobra, skończ . Widziałem jak się całowali– powiedział podnosząc głos, i po chwili wyszedł
Chłopak biegł zdenerwowany przez długi, szkolny korytarz, nie zauważając nawet June.
Dziewczyna, zdziwiona zaczęła go wołać, lecz bezskutecznie, nie widział jej. June, wchodząc na stołówkę zobaczyła, zdenerwowaną i biegnącą w jej stronę Kate
- June ! Co ty robisz ?-krzyczała
- Ale o co Ci chodzi? Uspokój się
- Jake was widział ! Ciebie i Jacoba, jak się całowaliście
- Yy, nie rozumiem. I co, był zdziwiony? Cieszył się ?
- Co? Co ty mówisz ?
- No, przecież chciał żebym w końcu była szczęśliwa, to teraz jestem. Już wczoraj chciałam mu powiedzieć, ale nie było kiedy.
- June, June.. Nie domyślałaś się ?
- Ale czego ? Dziewczyno, o co Ci chodzi?
- On Cie kocha! Kocha Cie, nie rozumiesz ? – krzyknęła, ciągnąc swoją przyjaciółkę pod ścianę
Wtedy June zamurowało. Nic nie powiedziała, tylko wybiegła zszokowana ze stołówki przed szkołę. Wyciągnęła telefon i wybrała numer do swojego przyjaciela, lecz nie odbierał. Załamana podparła się o ścianę, i zaczęła płakać.
- Ejj, June.. Słońce, nie płacz..- powiedziała Kate, stojąca nad przyjaciółką podając jej rękę
- Ale..Ale, ja naprawdę nie wiedziałam. Nie chcę go stracić –powiedziała, ocierając łzy
- I nie stracisz. On sobie wszystko przemyśli i z pewnością da Ci znać
- No nie wiem, boję się.. Czemu mi nie powiedziałaś ?
- Myślałam, że się domyślasz..
- A jemu ? Dlaczego ?
- Nie chciałam go dołować, a poza tym byłoby gorzej, jakby dowiedział się tego ode mnie
- No może masz rację, ale.. Ale mogłaś go jakoś ostrzec
- Junee..
- Przepraszam, nie powinnam Cie obwiniać. To wszystko moja wina, mogłam przecież coś zauważyć
- Nie, nie Twoja. Nie myśl teraz o tym, zajmij się Jacobem
- Teraz nie mogę. Muszę wszystko naprawić. Zamówię taksówkę i pojadę do niego
- Ale po co? Jeszcze bardziej go wkurzysz, poczekaj
- Na co? Nie mogę, muszę wszystko wyjaśnić
- Nie ! Nie możesz tam jechać, June!
- Dzień dobry, chciałam zamówić taksówkę… - mówiła do telefonu
- No i co zrobiłaś?
- Tak będzie lepiej, jak wszystko sobie wyjaśnimy.
Po 15 minutach przyjechała taksówka..
- Ok, już jest. Ty idź na lekcję i powiedz, że już dzisiaj mnie nie będzie. Jak wszystko się wyjaśni, to dam Ci znać-pożegnała się, i przytuliła przyjaciółkę.
Każda chwila w taksówce dłużyła jej się, myślała o tym, co teraz musiał przeżywać jej przyjaciel. Kiedy zajechała pod dom Jake’a wzięła głęboki wdech i wysiadła z samochodu. Powoli weszła po schodach na werandę, próbując odwlec stresujące spotkanie. Zadzwoniła dzwonkiem do drzwi, które otworzył Jake. Chłopak miał podkrążone oczy i był blady. Kiedy zobaczył swoją przyjaciółkę westchnął i zamknął drzwi. June próbowała coś powiedzieć i zatrzymać jego dłoń, lecz nie udało jej się. Po chwili zadzwonił kolejny raz, lecz nikt już nie otworzył. Założyła ręce i krzyknęła:
- Jaaake ! Będę tu stać, póki mi nie otworzysz !
Po 5 minutach drzwi się otworzyły, a June popatrzyła na swojego przyjaciela przepraszającym spojrzeniem i mruknęła:
- Przepraszam, nie wiedziałam, a z resztą… Pogadamy normalnie?
- Po co? Nie mamy o czym gadać.
- Jake ! Proszę Cię, daj mi szansę wytłumaczyć się.
- Ale ja już wszystko wiem. Wiem, że nie chciałaś, ale.. Nie rozumiesz co ja czuję, nieważne- dodał i zamknął drzwi. June, poddała się i wróciła do taksówki.

sobota, 4 lutego 2012

Rozdział: 12 ♥

Nastał ranek, pierwsza obudziła się June. Otworzyła oczy i podniosła głowę, kiedy Jacob jeszcze spał. Wstała i przykryła go kocem, a sama biegła w stronę morza, zrzucając z siebie sukienkę i sweter. Zanurzyła swoje długie, blond włosy w zimnej wodzie, i patrzyła na wschodzące słońce. Nagle dziewczyna poczuła na swoim ciele czyjąś rękę, odwróciła się i zobaczyła zaspanego Jacoba, wpatrującego się w jej prawie nagie ciało.
- Już wstałeś ?-spytała June
- Nie mogłem długo spać wiedząc, że jesteś obok –powiedział, całując ją w szyję
- Hmm.. Wiesz co, może już chodźmy ? Przecież dzisiaj jeszcze trzeba jechać do szkoły.
- No tak, ale przecież możemy sobie odpuścić i spędzić cały dzień razem, nie ?
- No nie wiem, ostatnio cały czas odpuszczam zajęcia, przez pracę, lepiej chodźmy.
June i Jacob dotarli do domu. Chłopak poszedł wziąć kąpiel w jej wannie, a ona spojrzała na telefon czytając nieodebrane połączenia i wiadomości. Wszystkie były od najlepszej przyjaciółki- Kate. Dziewczyna nie zastanawiając się wcisnęła zieloną słuchawkę w telefonie
- No cześć Kate, dzwoniłaś. Coś się stało?
- June! Czemu nie odbierałaś? Jake chciał się z Tobą spotkać, byliśmy nawet u Ciebie, ale drzwi były zamknięte.
- Jake? Był z Tobą ?
- Tak, chciał porozmawiać. Gdzie byłaś?
- Spędziłam noc z Jacobem na plaży, nie wzięłam telefonu, przepraszam
- Co ? Na prawde? O boże, jak się cieszę, czyli jesteście razem, tak ?
- No tak, dobra pogadamy w szkole, bo Jacob wyszedł z łazienki, do zobaczenia
June szybko rozłączyła się, poczym włożyła telefon do torebki wiszącej na krześle.
- No to co kochanie, ja jestem gotowy, teraz zrobię ci jakieś pyszne śniadanko
- Kochany jesteś, ja lece się ogarnąć, wracam, i jedziemy
June poszła do sypialni, związała włosy w wysokiego kucyka i sięgnęła po balsam stojący na szafce obok łóżka, poczym nasmarowała nim ciało. Wstała i ubrała się w ciuchy leżące na krześle, które już wcześniej sobie przygotowała, czyli jasne rybaczki i kremowa marynarka. Dziewczyna umalowała także rzęsy, nałożyła prawie niewidoczny błyszczyk, poczesała włosy i zawiązała w luźnego warkocza.
Po wspólnie zjedzonym śniadaniu, Jacob razem z June wyruszyli do szkoły, trzymając się za rękę. Po drodze spotykali uczniów, z zazdrosnymi spojrzeniami kierującymi w ich stronę. Kiedy para doszła do budynku, przy drzwiach czekał już na nich kumpel Jacoba- Tom.
- Siema –powiedział patrząc na June
- Cześć. Co tam stary ? – odpowiedział mu Jacob podając rękę
- Nic, zaraz spadam na zajęcia, a ty co? Nie przedstawisz mnie ?
- No tak, poznajcie się. To jest June, a tam to Tom
- Heej June- powiedział chłopak
- No heej- odpowiedziała mu z uśmiechem
- Dobra ja lece, spotkamy się na górze, co ? – spytał Tom
- Zaczekaj… - odpowiedział, i zwrócił się do June
- Kochanie, ja idę z Tomem, spotkamy się później, ok. ?
- Yhym, poradzę sobie- powiedziała, i pocałowała chłopaka
Dziewczyna udała się schodami na górę, ale odwróciła się bo usłyszała, że ktoś woła jej imię, to była Kate.
- Zaczekaj na mnie, co tak pędzisz? Idziemy razem, nie ?
- Przepraszam, nie widziałam Cię- powiedziała, tuląc przyjaciółkę
- Jak tam Twój boy ?
- Dzięki, jest w porządku. A gdzie Jake ?
- Nie wiem, nie widziałam go dzisiaj. Wczoraj, jak Cie nie było, to od razu poszedł z powrotem domu.
- A nie wiesz czasem, o czym chciał pogadać ?
- Yyy, nie.. Nie mam pojęcia.
- Na pewno ? Nie ukrywaj nic przede mną, proszę Cię, Kate
- Przepraszam, ale naprawdę nie mogę. Ani nie powiem jemu, ani Tobie
- Ale o czym ty mówisz ?– przerwał dzwoniący dzwonek
- Nieważne, chodźmy


sobota, 28 stycznia 2012

Rozdział: 11 ♥

Kiedy cały dzień pracy dla Cleo minął, June wsiadła w samochód i ze szczęśliwą minął jechała do kawiarni po swoje ulubione ciastka z bitą śmietaną. Było już po 19, ale dziewczyna nie czuła zmęczenia, tylko ulgę. Kiedy kupiła ciastka, pojechała do domu. Próbowała otworzyć drzwi, lecz były zamknięte.
- „Co się dzieje ? Przecież Kate miała czekać na mnie w domu, nie mam kluczy” – pomyślała i wyciągnęła telefon z torebki, poczym wybrała numer do swojej przyjaciółki
- Kate, gdzie jesteś ?
- W domu, a gdzie miałam być ?
- No nie wiem, myślałam że poczekasz
- Ale po co? Napisałaś, że mam iść do domu
- Tak, ale… Możesz przyjść ? Pokąpiemy się w basenie, korzystajmy z ładnej pogody
- Przepraszam Cię June, ale na prawdę nie mam ochoty
- No dobra, jak chcesz. A gdzie dałaś klucze?
- Zostawiłam na krześle, pod poduszką, na tarasie. A tak w ogóle, to ty nie powinnaś być teraz na randce?
- O boże ! Na śmierć zapomniałam odwołać tego spotkania. Już chyba nie zdążę… Która godzina ?
- Już dobrze po 20 – usłyszała męski głos i odwróciła się, zobaczyła tam Jacoba podpartego o ścianę, z bukietem pięknych, czerwonych róż
- Przepraszam Cię Kate, ale muszę kończyć, zadzwonię później – powiedziała June do telefonu, i odłożyła go, z powrotem do torebki. Uśmiechnęła się do swojego chłopaka, opierając głowę o ścianę
-Czekałem na Ciebie pod kinem, myślałem że mnie wystawiłaś..
- Przepraszam Cię bardzo Jacob, ale byłam cały dzień w pracy, i kompletnie wypadło mi z głowy, żeby do Ciebie zadzwonić, i przełożyć spotkanie
- Dobra, nic się nie stało. Seans nam przepadł, ale może miałabyś ochotę na spacer ? – podszedł bliżej do dziewczyny, wręczając bukiet kwiatów
- A wiesz, bardzo chętnie. Odłożę tylko torebkę, przebiorę się i zaraz do Ciebie wracam, zaczekasz ?
- No pewnie, leć.
- I dziękuję za kwiaty, są piękne. Uwielbiam róże – powiedziała i uśmiechnęła się
- Wiem, pamiętałem- popatrzył głębokim spojrzeniem z góry i odwzajemnił uśmiech
Dziewczyna poszła na taras po klucze i otworzyła drzwi. Wstawiła kwiaty do wody, rzuciła torebkę na kanapę w salonie i pobiegła do szafy. Zarzuciła tylko różowy sweter, ubrała sandałki i poczesała włosy, była już gotowa na romantyczny spacer z Jacobem
- Jestem już gotowa. A gdzie właściwie idziemy ?
- Może pójdziemy przejść się na plażę ?
- Pewnie – odpowiedziała z uśmiechem.
Zakochani szli brzegiem morza, obejmując się, śmiejąc.. W swoim towarzystwie najlepiej się czuli, wiedzieli, że to co kiedyś ich łączyło wróciło z podwojoną siłą. June czuła, że może znowu zaufać Jacobowi, ale nie wiedziała dlaczego, ciągle myślała o Jake.
- June, June..
- Tak ?
- Słuchasz mnie ?
- Tak, tak.. Tylko przez chwilę się zamyśliłam, przepraszam.
- No coś ty, jesteś zmęczona, a ja Cię jeszcze nudzę swoimi historiami, odprowadzę Cię lepiej do domu.
- Ale jeszcze nie teraz, chcę z Tobą trochę pobyć, tak rzadko się widujemy
- No tak.. No to może usiądźmy tam – powiedział, i wskazał na miejsce przy skałach, w którym kiedyś przesiadywali godzinami...
Usiedli przy skałach, trzymali się za ręce, a fale podmywały ich stopy. Cieszyli się swoją obecnością, i wiedzieli, że podjęli dobrą decyzję, wracając do siebie. Robiło się coraz później, zbliżała się 11, ale oni nie mogli się rozstać, nie chcieli..
- Jacob..? Odprowadzisz mnie do domu?
- No oczywiście.
- To dobrze, dziękuję – powiedziała, i położyła głowę na jego ramieniu
- June.. Ufasz mi ?
- Yhym..- mruknęła tylko, bo już zasypiała
- To dobrze..
Chłopak pocałował ją tylko w policzek, i mocno wtulił w swoje ciało. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, ale nie chciał jej budzić. Po chwili, sam zamknął oczy i usnął…











piątek, 27 stycznia 2012

Rozdział: 10 ♥

Nastał ranek, a June obudziła się razem, w łóżku ze swoją przyjaciółką. Przeciągnęła się tylko, założyła kapcie i poszła pod prysznic. Umyła włosy, swoim ulubionym jabłkowym szamponem i nasmarowała całe ciało kremowym balsamem. Nie wysuszyła nawet włosów, tylko poczesała je i ubrała się w wysoką spódniczkę w kolorowe kwiaty, i szary podkoszulek. Wzięła kartkę papieru i długopis – „ Poszłam pracy, nie czekaj, będę późno” – napisała, zostawiając kartkę obok łóżka, na którym spała jej przyjaciółka. Pocałowała ją tylko w policzek i cicho, na palcach wyszła. Wyciągnęła z torebki kluczyki od samochodu, wsiadła i pojechała pod dom swojej szefowej- Cleo. Kiedy June była na miejscu, spojrzała tylko w lusterko samochodowe, i zaparkowała swój pojazd pod willą Cleo. Wysiadła z auta, ze znużoną miną, nagle zobaczyła, że przez drogę przebiega Jake. Widząc to, natychmiast pobiegła za nim krzycząc :
- Jakee ! Jakee !
Niestety nie usłyszała odpowiedzi, jej przyjaciel nawet się nie odwrócił. Dziewczyna postanowiła dalej wołać, niestety bez skutku. Tak bardzo chciała z nim porozmawiać, wyjaśnić całą sprawę, więc pobiegła jak najszybciej mogła. W końcu go dogoniła, pociągnęła tylko za koszulkę, i ze zmęczenia podparła się o murek, dysząc.
- Wreszcie Cię dogoniłam ! Biegłam aż od domu Cleo. Możesz mi wytłumaczyć co się z Tobą działo, przez tyle dni ? – powiedziała, zmęczonym głosem June
- Co ? – mruknął tylko, odwracając się, i ściągając słuchawki
- Co się z Tobą działo? –zapytała jeszcze raz dziewczyna
- June ? Co ty tutaj robisz ?
- Jaa? Gonie za Tobą, bo próbuje się z Tobą skontaktować już od kilku dni, ale ty nie dajesz znaków życia, co się z Tobą dzieje, Jake ?
- Nic. Po prostu musiałem sobie coś przemyśleć.
- Co przemyśleć ? Ja zrobiłam coś nie tak ? Nawet nie wiesz jak się martwiłam o Ciebie przez te wszystkie dni. Chciałam do Ciebie przyjść, ale Kate mi nie pozwalała, nie wiem o co jej chodziło.
- Yyy. O nic. Już jest wszystko w porządku, nie potrzebnie się martwiłaś
- Myślisz, że ja tego nie widzę ? Co się dzieje Jake, przecież możesz mi powiedzieć, w końcu się przyjaźnimy, nie?
- Posłuchaj June, nie chce teraz o tym gadać, proszę Cie, nie wracajmy już do tego – odpowiedział z uśmiechem
- No dobrze. Dzisiaj Ci odpuszczę, ale jak obiecasz mi, że nigdy już tak nie zrobisz. Myślałam, że Cie straciłam
- Obiecuje, i przepraszam. Nie wiedziałem, że tak bardzo się o mnie martwisz. Nie straciłaś mnie, przecież jestem Twoim przyjacielem, i tak zostanie
- Ojj głupku ! Jesteś dla mnie najważniejszy, to jak miałam się nie martwić ?
Nie odpowiedział jej, tylko czule uśmiechną się. Gdy June to zobaczyła, nagle zrobiło jej się lżej, poczuła ulgę na sercu. Nie wiedziała co powiedzieć, była taka szczęśliwa, więc przytuliła się do Jake, i szepnęła do ucha :
- Kocham Cie, wiesz ?
Po chwili milczenia usłyszała odpowiedź, lecz nie tą co chciała…
- Idź już, bo spóźnisz się przeze mnie do pracy
- Aj tam. Cleo sobie poczeka, ważne że w końcu mogłam sobie to wszystko z Tobą wyjaśnić
- No tak, ale…
Jake nie dokończył zdania, ponieważ przerwał mu dzwoniący telefon, June.
- No odbierz –powiedział
- Po co? To Cleo, pewnie wydarła by się, bo się spóźniam a zresztą już idę, także nie ma sensu wysłuchiwać jej wielkich pretensji
- To idź, nie zatrzymuje Cię dłużej, a kiedy się spotkamy ?
- Nie wiem, zadzwonię – krzyknęła tylko, biegnąc
Kiedy dziewczyna dobiegła na miejsce, zobaczyła opalającą się, przed swoim wielkim basenem Cleo
- Przepraszam za spóźnienie, ale zatrzymała mnie ważna, prywatna sprawa, ale już jestem – tłumaczyła się June
- Spokojnie, rozumiem, nie musiałaś się tak śpieszyć. Idź się czegoś napij, bo strasznie dyszysz, i przyjdź tu, powiem ci co masz dziś dla mnie zrobić – odpowiedziała jej Cleo

czwartek, 26 stycznia 2012

Rozdział: 9

June wróciła do domu, całkiem zadowolona. Kate czekała już na nią zniecierpliwiona..
- I co ? - spytała
- Nic. - odpowiedziała jej June
- Jak to nic? Opowiadaj, bo umieram z ciekawości
- Pocałowałam go... - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy
- O boże ! I jak było? Co on na to?
- Nic. To był krótki pocałunek, i zwykła rozmowa o uczuciach
- Tylko ? Całowałaś się z nim ! Jesteście razem tak?
- No chyba tak.. Jutro umówiłam się z nim do kina..
- To fantastycznie! Dlaczego się nie cieszysz ?
- Cieszę się. Tylko..
- Jake...?
- Martwię się, co on na to.. To mój przyjaciel, a ostatnio coś niedobrego się z nim dzieje. Ty się o niego nie boisz ? Nie chcesz wiedzieć co go gryzie ?
- Nie, bo znam go dobrze, i wiem, że to tylko jego humorki, jutro mu przejdzie, nie przejmuj sie tylko ciesz się ze swojego szczęścia.
- No masz racje, ale chciałabym się z nim spotkać, i upewnić się czy nic mu nie jest...
- Yy, nie wiem czy to najlepszy pomysł. Słyszałam, że jest chory. Może, ja go odwiedzę, a potem Ci wszystko opowiem ? Sądzę, że to jest dobre wyjście z tej sytuacji..
- Co ? Niee.. Ja do niego zadzwonię, i umówię się na spotkanie. Chociaż krótkie, bo musze go zobaczyć - odpowiedziała June, i poszła bez słowa do swojej sypialni.. Kate, spuściła głowę.. Wiedziała, że nic nie może już zrobić. W końcu June, kiedyś się o tym dowie.. O tym, co czuje jej przyjaciel..

Po dwóch godzinach nie odzywania się do siebie, Kate postanowiła sobie odpuścić, i zapukała do drzwi pokoju swojej przyjaciółki
- Chcesz kako?
- Nie, dzięki - odpowiedziała June
- Na pewno ?
- Tak.. Ale możesz powiedzieć, po co tak na prawde tu przyszłaś ?
- Hmm.. Mogę usiąść?
Kate nie usłyszała odpowiedzi. Zamknęła drzwi...
- Ejj Kate ! Zaczkaj.. - nagle krzyknęła June
- Tak?
- Siadaj..
Dziewczyna usiadła obok swojej przyjaciółki i złapała ją za rękę..
- Nie odbiera... - cicho mruknęła June, ze łzami w oczach
- Dlaczego tak się nim przejmujesz?
- Bo jest dla mnie jedną z najważniejszych osób w moim życiu, nie rozumiesz? A ja wiem, że coś jest nie tak, że coś zrobiłam. Nie odzywa się już kilka dni...
- Nie znasz Jake ? On zawsze tak ma, jak coś mu się nie uda. Jest zły na cały świat.. Przecież wiesz, że nie wydali jego książki.
- No tak, ale myślę, że tu nie chodzi o książkę, tylko o coś innego. O mnie.. To nie jest zwykła kłótnia. On chce zakończyć naszą przyjaźń..
- Co ty mówisz ? Na pewno tak nie jest, nawet tak nie myśl. Jesteś dla niego bardzo ważna, ale może po prostu chce pobyć sam, ostatnio ma trudny okres..
- Ty coś przede mną ukrywasz. Proszę Cie, powiedz mi prawdę, przecież i tak się dowiem..
- Ja ? Nic nie ukrywam..
- Kate.. Przecież wiem.. Prosze, powiedz.
- Nic się nie stało. Ciesz się teraz swoim nowym związkiem...
- Teraz nie mogę. Muszę odwołać jutrzejsze spotkanie. Wogóle nie wiem, czy dobrze zrobiłam dając Jacobowi drugą szansę. Było mi dobrze, jak byłam sama, nic nie musiało się zmieniać.
- Nie mogę tego słuchać. Nie pozwolę, żebyś przez humory Jake, marnowała swoje szczęście. Przecież wiem, że wciąż go kochasz.
- Na razie chcę nad tym pomyśleć, ale dziękuje za rady, jesteś wspaniałą przyjaciółką - powiedziała June, i przytuliła Kate