Kiedy cały dzień pracy dla Cleo minął, June wsiadła w samochód i ze szczęśliwą minął jechała do kawiarni po swoje ulubione ciastka z bitą śmietaną. Było już po 19, ale dziewczyna nie czuła zmęczenia, tylko ulgę. Kiedy kupiła ciastka, pojechała do domu. Próbowała otworzyć drzwi, lecz były zamknięte.- „Co się dzieje ? Przecież Kate miała czekać na mnie w domu, nie mam kluczy” – pomyślała i wyciągnęła telefon z torebki, poczym wybrała numer do swojej przyjaciółki
- Kate, gdzie jesteś ?
- W domu, a gdzie miałam być ?
- No nie wiem, myślałam że poczekasz
- Ale po co? Napisałaś, że mam iść do domu
- Tak, ale… Możesz przyjść ? Pokąpiemy się w basenie, korzystajmy z ładnej pogody
- Przepraszam Cię June, ale na prawdę nie mam ochoty
- No dobra, jak chcesz. A gdzie dałaś klucze?
- Zostawiłam na krześle, pod poduszką, na tarasie. A tak w ogóle, to ty nie powinnaś być teraz na randce?
- O boże ! Na śmierć zapomniałam odwołać tego spotkania. Już chyba nie zdążę… Która godzina ?
- Już dobrze po 20 – usłyszała męski głos i odwróciła się, zobaczyła tam Jacoba podpartego o ścianę, z bukietem pięknych, czerwonych róż
- Przepraszam Cię Kate, ale muszę kończyć, zadzwonię później – powiedziała June do telefonu, i odłożyła go, z powrotem do torebki. Uśmiechnęła się do swojego chłopaka, opierając głowę o ścianę
-Czekałem na Ciebie pod kinem, myślałem że mnie wystawiłaś..
- Przepraszam Cię bardzo Jacob, ale byłam cały dzień w pracy, i kompletnie wypadło mi z głowy, żeby do Ciebie zadzwonić, i przełożyć spotkanie
- Dobra, nic się nie stało. Seans nam przepadł, ale może miałabyś ochotę na spacer ? – podszedł bliżej do dziewczyny, wręczając bukiet kwiatów
- A wiesz, bardzo chętnie. Odłożę tylko torebkę, przebiorę się i zaraz do Ciebie wracam, zaczekasz ?
- No pewnie, leć.
- I dziękuję za kwiaty, są piękne. Uwielbiam róże – powiedziała i uśmiechnęła się
- Wiem, pamiętałem- popatrzył głębokim spojrzeniem z góry i odwzajemnił uśmiech
Dziewczyna poszła na taras po klucze i otworzyła drzwi. Wstawiła kwiaty do wody, rzuciła torebkę na kanapę w salonie i pobiegła do szafy. Zarzuciła tylko różowy sweter, ubrała sandałki i poczesała włosy, była już gotowa na romantyczny spacer z Jacobem
- Jestem już gotowa. A gdzie właściwie idziemy ?
- Może pójdziemy przejść się na plażę ?
- Pewnie – odpowiedziała z uśmiechem. Zakochani szli brzegiem morza, obejmując się, śmiejąc.. W swoim towarzystwie najlepiej się czuli, wiedzieli, że to co kiedyś ich łączyło wróciło z podwojoną siłą. June czuła, że może znowu zaufać Jacobowi, ale nie wiedziała dlaczego, ciągle myślała o Jake.
- June, June..
- Tak ?
- Słuchasz mnie ?
- Tak, tak.. Tylko przez chwilę się zamyśliłam, przepraszam.
- No coś ty, jesteś zmęczona, a ja Cię jeszcze nudzę swoimi historiami, odprowadzę Cię lepiej do domu.
- Ale jeszcze nie teraz, chcę z Tobą trochę pobyć, tak rzadko się widujemy
- No tak.. No to może usiądźmy tam – powiedział, i wskazał na miejsce przy skałach, w którym kiedyś przesiadywali godzinami... Usiedli przy skałach, trzymali się za ręce, a fale podmywały ich stopy. Cieszyli się swoją obecnością, i wiedzieli, że podjęli dobrą decyzję, wracając do siebie. Robiło się coraz później, zbliżała się 11, ale oni nie mogli się rozstać, nie chcieli..
- Jacob..? Odprowadzisz mnie do domu?
- No oczywiście.
- To dobrze, dziękuję – powiedziała, i położyła głowę na jego ramieniu
- June.. Ufasz mi ?
- Yhym..- mruknęła tylko, bo już zasypiała
- To dobrze..
Chłopak pocałował ją tylko w policzek, i mocno wtulił w swoje ciało. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, ale nie chciał jej budzić. Po chwili, sam zamknął oczy i usnął…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz