Po skończonej lekcji, Kate udała się do stołówki , natomiast June, poszła do szkolnej szafki, odłożyć książki. Podszedł do niej Jacob i zaczęli się całować, a wtedy przez korytarz, przechodził uśmiechnięty Jake. June nie zauważyła go i mocno przytuliła się do swojego chłopaka. Jake wstrząśnięty tym, co zobaczył odwrócił wzrok i poszedł na stołówkę, siadając przy stoliku obok Kate.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ? Chciałaś, żebym zrobił z siebie idiotę ? –powiedział zdenerwowanym głosem
- Ale co się stało? Uspokój się –odpowiedziała mu przyjaciółkę, gryząc kanapkę
-Nie udawaj już.. Powiedz mi, kiedy to się stało?
- Ale o co Ci chodzi, człowieku ?
- O June i tego debila Jacoba! Od kiedy są razem?
- O czym ty mówisz ? Przecież oni nie są razem-powiedziała, zmieszana
- Dobra, skończ . Widziałem jak się całowali– powiedział podnosząc głos, i po chwili wyszedł
Chłopak biegł zdenerwowany przez długi, szkolny korytarz, nie zauważając nawet June.
Dziewczyna, zdziwiona zaczęła go wołać, lecz bezskutecznie, nie widział jej. June, wchodząc na stołówkę zobaczyła, zdenerwowaną i biegnącą w jej stronę Kate
- June ! Co ty robisz ?-krzyczała
- Ale o co Ci chodzi? Uspokój się
- Jake was widział ! Ciebie i Jacoba, jak się całowaliście
- Yy, nie rozumiem. I co, był zdziwiony? Cieszył się ?
- Co? Co ty mówisz ?
- No, przecież chciał żebym w końcu była szczęśliwa, to teraz jestem. Już wczoraj chciałam mu powiedzieć, ale nie było kiedy.
- June, June.. Nie domyślałaś się ?
- Ale czego ? Dziewczyno, o co Ci chodzi?
- On Cie kocha! Kocha Cie, nie rozumiesz ? – krzyknęła, ciągnąc swoją przyjaciółkę pod ścianę
Wtedy June zamurowało. Nic nie powiedziała, tylko wybiegła zszokowana ze stołówki przed szkołę. Wyciągnęła telefon i wybrała numer do swojego przyjaciela, lecz nie odbierał. Załamana podparła się o ścianę, i zaczęła płakać.
- Ejj, June.. Słońce, nie płacz..- powiedziała Kate, stojąca nad przyjaciółką podając jej rękę
- Ale..Ale, ja naprawdę nie wiedziałam. Nie chcę go stracić –powiedziała, ocierając łzy
- I nie stracisz. On sobie wszystko przemyśli i z pewnością da Ci znać
- No nie wiem, boję się.. Czemu mi nie powiedziałaś ?
- Myślałam, że się domyślasz..
- A jemu ? Dlaczego ?
- Nie chciałam go dołować, a poza tym byłoby gorzej, jakby dowiedział się tego ode mnie
- No może masz rację, ale.. Ale mogłaś go jakoś ostrzec
- Junee..
- Przepraszam, nie powinnam Cie obwiniać. To wszystko moja wina, mogłam przecież coś zauważyć
- Nie, nie Twoja. Nie myśl teraz o tym, zajmij się Jacobem
- Teraz nie mogę. Muszę wszystko naprawić. Zamówię taksówkę i pojadę do niego
- Ale po co? Jeszcze bardziej go wkurzysz, poczekaj
- Na co? Nie mogę, muszę wszystko wyjaśnić
- Nie ! Nie możesz tam jechać, June!
- Dzień dobry, chciałam zamówić taksówkę… - mówiła do telefonu
- No i co zrobiłaś?
- Tak będzie lepiej, jak wszystko sobie wyjaśnimy.
Po 15 minutach przyjechała taksówka..
- Ok, już jest. Ty idź na lekcję i powiedz, że już dzisiaj mnie nie będzie. Jak wszystko się wyjaśni, to dam Ci znać-pożegnała się, i przytuliła przyjaciółkę.
Każda chwila w taksówce dłużyła jej się, myślała o tym, co teraz musiał przeżywać jej przyjaciel. Kiedy zajechała pod dom Jake’a wzięła głęboki wdech i wysiadła z samochodu. Powoli weszła po schodach na werandę, próbując odwlec stresujące spotkanie. Zadzwoniła dzwonkiem do drzwi, które otworzył Jake. Chłopak miał podkrążone oczy i był blady. Kiedy zobaczył swoją przyjaciółkę westchnął i zamknął drzwi. June próbowała coś powiedzieć i zatrzymać jego dłoń, lecz nie udało jej się. Po chwili zadzwonił kolejny raz, lecz nikt już nie otworzył. Założyła ręce i krzyknęła:
- Jaaake ! Będę tu stać, póki mi nie otworzysz !
Po 5 minutach drzwi się otworzyły, a June popatrzyła na swojego przyjaciela przepraszającym spojrzeniem i mruknęła:
- Przepraszam, nie wiedziałam, a z resztą… Pogadamy normalnie?
- Po co? Nie mamy o czym gadać.
- Jake ! Proszę Cię, daj mi szansę wytłumaczyć się.
- Ale ja już wszystko wiem. Wiem, że nie chciałaś, ale.. Nie rozumiesz co ja czuję, nieważne- dodał i zamknął drzwi. June, poddała się i wróciła do taksówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz