June była już w domu, zmęczona całą sytuacją rzuciła się za łóżko i zasnęła. Gdy się obudziła i spojrzała na budzik przeraziła się, było już po 10. Dziewczyna szybko zarzuciła na siebie ulubione, czarne spodnie i dżinsową kurtkę, związała włosy, po czym wsiadła do samochodu i pojechała do szkoły. Miała nadzieję, że spotka tam swojego przyjaciela, i znowu spróbuje się wytłumaczyć, lecz niestety, dziewczyna wbiegła do sali i ujrzała tylko pustą ławkę.
- Panna June, jak miło że pani przyszła. Trzecie spóźnienie w tym tygodniu – powiedział wykładowca.
- Przepraszam Pana bardzo, ale zaspałam. Naprawdę, bardzo mi przykro, odpiszę zaległe lekcje.
- No mam taką nadzieję, a teraz możesz wyjść z klasy. Nie ma sensu, żebyś przez ostatnie 10 minut lekcji siedziała i patrzyła na tablicę nic nie rozumiejąc, nie będę drugi raz tłumaczył tylko dla Ciebie. Czyli mam rozumieć, że to spóźnienie było ostatni raz, i już nigdy się nie powtórzy, tak ?
- Dokładnie, jeszcze raz bardzo przepraszam.
- Dobrze, a więc odpuszczę Ci kozę, a teraz żegnam, chcę dalej kontynuować lekcję.
Dziewczyna wyszła z sali i poszła do szafki. Zostawiła w niej książki, i spojrzała w lusterko. Wyglądała okropnie, więc wyciągnęła kosmetyki, i pomalowała się, a potem poczesała włosy i związała w warkocza. Teraz chciała tylko zobaczyć swoją przyjaciółkę, i dowiedzieć się co się zmieniło po wczorajszej nocy, po imprezie. Dziewczyny nie było w szkole, więc June postanowiła do niej zadzwonić, i sprawdzić jak się czuje.
- No cześć Kate – powiedziała do telefonu
- Cześć, cześć. Tak bardzo Cię przepraszam za wczoraj, ale się nie kontrolowałam, byłam kompletnie zalana – odpowiedziała jej przyjaciółka, zmęczonym głosem
- Przecież rozumiem, nie przejmuj się. Lepiej mów jak tam Tom.
- A jak? Sama nie wiem, nie ważne, opowiem Ci jak się spotkamy. A ty nie na zajęciach?
- Nie, bo się spóźniłam i mnie wywalił.
- Ojj June, June. A jak samopoczucie?
- Hmm, a jak myślisz? Dno… No ale trudno, przecież w końcu kiedyś przyjdzie do szkoły, nie?
- Kiedyś tak, ale nie prędko. June, zrozum że mu ciężko, na razie musicie odpocząć, nie widywać się.
- Taa, kiedyś..Dobra Kate, kończę. Potem przyjadę i przywiozę Ci coś, co wyleczy Ci kaca.
- Mmm.. Masz na myśli ptysie, z bitą śmietaną ?
- Yhym..
- O, super. Jesteś kochana.
- Wiem. No to do zobaczenia, kuruj się, pa – powiedziała i rozłączyła się. June poszła szybkim krokiem na szkolną stołówkę, bo nie chciała stać w kolejce. Wzięła na tackę frytki, truskawkowego szejka i usiadła przy stoliku na zewnątrz. Kiedy June wzięła pierwszy łyk zimnego napoju, rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Nagle zamiast ciszy, słychać było krzyki i przepychanki w kolejce po śniadanie. Po chwili do stolika June podeszła ta nowa dziewczyna z przeciwnej klasy- Holly Brown. Wydawała się być miła, ale nie miała znajomych.
- Mogę się przysiąść? – spytała
- No jasne, siadaj – odpowiedziała i obdarzyła ją lekkim uśmiechem June. Próbowała być miła, w końcu była nowa, i trochę zagubiona.
- A gdzie Twoi przyjaciele?
- Yyy.. Mają kaca po wczorajszej imprezie u Toma.
- Toma Millera?
- Tak właśnie.
- Jaki on jest? Podobno fajny, i w dodatku wolny.
- Już nie.-odpowiedziałam przegryzając frytkę
- Chodzisz z nim?
- Ja? Nie. Tylko moja przyjaciółka, a co? Podoba Ci się?
- Trochę. Hmm, a ty masz chłopaka?
- Mam.
- A no tak, widziałam was wczoraj. Jacob, tak ? Największe ciacho w całym liceum.
- Taa…
- Nie układa wam się coś chyba… Przynajmniej tak to widać.
- Naprawdę tak to wygląda? Niee, po prostu teraz jestem trochę, jakby to powiedzieć… Zagubiona? Ale nie ważne, nie pytaj o co chodzi.
- Nie zamierzałam…
- A Ciebie co ściągnęło do naszego słonecznego Chicago? Skąd w ogóle jesteś ?
- Małe miasteczko.. Forks.
- Coś słyszałam. Moja ciocia podobno stamtąd pochodzi.
- To nie znasz jej?
- Nie znam mojej rodziny. Kiedy miałam 3 latka porzucili mnie i moją siostrę. Nie wiem gdzie teraz są, tak naprawdę to w ogóle ich nie znam, mam tylko kilka starych zdjęć. Podobno matka już nie żyje…
- Przykro mi.. Hmm, a co z Twoją siostrą?
- Nie wiem… Pamiętam tylko, jak zabierała ją jakaś rodzina zastępcza.
- A ty? Co z Tobą?
- A ja wychowałam się w domu dziecka, aż do 17.
- Naprawdę? To nikt nie próbował Cię odnaleźć?
- No widzisz… Byłam niechcianym dzieckiem, aż do dziś- odpowiedziała ze łzami w oczach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz